Polskie prawo administracyjne ma w sobie dziwną właściwość — im precyzyjniejsze się staje, tym trudniej je zrozumieć. Ustawy odsyłają do rozporządzeń, rozporządzenia do innych ustaw, a wyroki sądów zmieniają interpretację co kilka lat. Zwykły obywatel, stojący z wnioskiem przed okienkiem, nie ma realnej szansy śledzić tego wszystkiego.
Dlatego redakcja Obrzymofski konsekwentnie stawia na jeden model pracy: bierzemy konkretny przepis albo procedurę i opowiadamy ją tak, jakbyśmy tłumaczyli ją sąsiadowi przy kawie. Bez straszenia sankcjami, bez niepotrzebnego języka prawniczego, ale też bez uproszczeń, które wprowadzałyby w błąd.
Każdy materiał przechodzi u nas trzystopniową weryfikację: autor pisze go na podstawie aktualnych przepisów i własnego doświadczenia zawodowego, redaktor prowadzący sprawdza zgodność z aktualnym stanem prawnym, a ostatni etap to kontrola stylu — jeśli zdanie jest niejasne dla osoby spoza branży, wracamy do akapitu i piszemy go od nowa.
Zdajemy sobie sprawę, że żaden poradnik nie zastąpi konsultacji z prawnikiem w sprawie skomplikowanej. Dlatego przy każdym materiale umieszczamy wyraźną informację, że tekst ma charakter edukacyjny, nie stanowi porady prawnej w rozumieniu ustawowym, a decyzja należy do czytelnika. To kwestia uczciwości — i zdrowej relacji z odbiorcą.